„W końcu nas tu nie będzie”. Niko Saikkonen o sztuce, która jest jednym ze sposobów wyrażania Svalbardu

Niko Saikkonen, rozmówzca, pozuje w Centrum Artystycznym, galerii w Nybyen w Longyearbyen

English version below.

Lodowce Larsa i Longyeara strzegą ciszy panującej w Nybyen. Tego dnia zakłócił ją sztorm. Wiatr prześlizgiwał się między zakamarkami doliny. Świstał złowrogo przez szczeliny budynków stojących wzdłuż drogi numer 100. Czy wznoszono je w akompaniamencie równie ponurego szmeru? To starzy przyjaciele. Baraki zbudowane w 1946 roku służyły górnikom pracującym w kopalni 2B, spoglądającej na osadę ze zbocza góry Gruvefjellet. Kopalnia obecnie jest obiektem dziedzictwa kulturowego, a dla longyearbyeńskich dzieci Julenissegruva, czyli miejscem, w którym mieszka święty Mikołaj. Budynki zamieniły się w przestrzeń dla przybyszów poszukujących noclegu, niegdyś jednak stanowiły infrastrukturę dla rozwijającej się społeczności. Znajdowały się tu między innymi pracownia stolarska, stołówka dla robotników, łaźnie i sklep, który dzisiaj jako galeria i centrum artystyczne otwiera gościnne progi wiszącą nad drewnianymi schodami małą niebieską tabliczką z białym napisem Spitsbergen Kunstnersenter.

Czerwona elewacja galerii obsypywana śniegiem dumnie stawiała opór podmuchom. Podczas sztormu domy w Longyearbyen bujają się w rytm pradawnej melodii przypominającej o tym, kto tu rządzi. Nie weszłam do środka, ale nie poszłam też dalej. Narastający brak równowagi w drodze powrotnej pobudził wyobraźnię, która bezwiednie wprowadziła moje ciało w rytmiczny trucht. Górujące nade mną szczyty, chrupiący pod stopami lód, rozległe przestrzenie przelewające się czernią nocy polarnej stały się nie do wytrzymania. Myśli dawały mi się we znaki. W głowie malowały najczarniejsze scenariusze. Lawiny, niedźwiedzie polarne, duchy wychodzące z szybów starych kopalni powstały na króciutkim odcinku drogi numer 100. Śnieg wpadający w oczy, nos i usta utrudniał szybką ewakuację z pogarszającej się sytuacji. Nasilający wiatr brzmiał jak zagrożenie. Dźwięki przeszywające uszy wystawione przez okno pędzącego pociągu. Ustający wiatr dmuchał z kolei delikatnie, jak kochanek muskający uszy powietrzem wydmuchiwanym z ust. Śnieg unoszący się w krystalicznym powietrzu brzmiał wtedy jak strzelający w kominku świerk.

Jeszcze tego samego dnia wróciłam do galerii. Głowa niedźwiedzia polarnego, białego lisa, morsa i pardwy spoglądały z poroża renifera svalbardzkiego. Obok nożyczki, zszywacz, klej i sznurek. Gdyby nie noc polarna i towarzyszący jej w ostatnich kilku dniach sztorm, krajobraz za oknem odzwierciedlałby wiszące w pomieszczeniu zdjęcia. Ośnieżone svalbardzkie szczyty, pękający lód i lisy polarne. Pracownia zdawała się mała, ale szczelnie wypełniało ją coś zgoła innego. Pomysły już ukształtowane i przeniesione na materiał ustawiono w witrynach na środku galerii, wypełnionej przez charakterystyczny zapach mydeł. Trudno go pomylić z czymś innym. Zawsze, kiedy się w niej zjawiam mężczyznę, którego ręce wytwarzają rękodzieło, zastaję pochylonego nad tym, co aktualnie zajmuje nie tylko jego dłonie, ale i głowę. Wzrok za każdym razem przedziera się na niego przez wąskie przejście w szybie, dopiero potem przez drzwi. Słowa nie lubią przelewać się przez jego usta bez konieczności. Zapytany o to, czy bardziej lubi psy od ludzi, odpowiada twierdząco bez wahania. Kiedy Niko Saikkonen przybył na Svalbard akurat zapadała noc polarna. Każdy wytworzony przez jego ręce przedmiot opowiada historię Svalbardu, mieszkającej tu społeczności, żyjących na archipelagu dzikich zwierząt. Rozmawiamy o Svalbardzie przemawiającym przez sztukę, prowadzeniu galerii w Longyearbyen i Idefixie, którego adoptował razem z żoną Dominką Saikkonen-Dąbrowską.

Niko, czym jest dla ciebie dom?

Dom jest tam, gdzie serce. Jest tam, gdzie obecnie się znajdujesz. Teraz moim domem jest Svalbard, ale kiedy jedziemy do Polski, dom jest tam. Dom towarzyszy nam więc przez cały czas.

Rezydentura artystyczna na Svalbardzie

Pochodzisz z Finlandii, jak wyglądało życie przed Svalbardem?

Przed Svalbardem praktycznie całe życie mieszkałem w Finlandii, aż do 2019 roku, kiedy to wyjechałem do pracy na Nordkapp i tam poznałem Domi. Spędziliśmy potem kilka lat w Norwegii i w Polsce. Było to w czasie pandemii COVID. W 2021 roku przybyliśmy na Svalbard.

Czym zajmowałaś się w Finlandii, a potem na Przylądku Północnym?

W Finlandii przez dwadzieścia lat byłem grafikiem, a potem zmieniłem zawód. Zostałem kucharzem i szefem kuchni. Pracowałam w Finlandii przez kilka lat, a potem wyjechałam na Przylądek Północny, aby pracować jako szef kuchni w centrum turystycznym.

Kiedy przyjechałeś na Svalbard miałeś już Donido Art, czy zaczęło się później?

Myślę, że wymyśliliśmy nazwę wcześniej, bo Domi i ja pracowaliśmy w Kirkenes w Snow Hotelu. Tam zaczęliśmy robić małe projekty, które powoli się rozrastały. Nie pamiętam dokładnie, kiedy wymyśliliśmy nazwę, ale prawdopodobnie już wtedy. Potem poważnie zabraliśmy się do roboty i założyliśmy tu firmę.

Jaka była pierwsza rzecz, którą stworzyliście? Pamiętasz?

Bardzo proste naszyjniki i być może kolczyki.

Kolczyki z niedźwiedziem polarnym wykonane przez Niko Saikkonena z Donido Art

Wczoraj przyjrzałam się bliżej twoim rysunkom na magnesach. Rysunkom zwierząt na porożach reniferów. Zastanawiałam się, kiedy odkryłeś talent, są bardzo realistyczne i piękne.

Dziękuję. Kochałem rysować od dziecka. Tak było zawsze.

Sztuka jest jednym ze sposobów pokazywania Svalbardu. Spotkasz tu wielu artystów i zobaczysz, jak Svalbard wpływa na ich twórczość.

W Centrum Artystycznym łączysz artystów z całego świata. Myślisz, że to ważne, by wyrażać Svalbard poprzez sztukę?

Sztuka jest jednym ze sposobów pokazywania Svalbardu. Spotkasz tu wielu artystów i zobaczysz, jak Svalbard wpływa na ich twórczość. To dobre dla Svalbardu, ponieważ gdziekolwiek się udają, zabierają to doświadczenie ze sobą. Dzielą się tym miejscem ze swoimi domami i całym światem. Mówiąc o sztuce i zmianach, myślę, że zachodzi tu bardzo wiele zmian.

Co zmieniłbyć w Longyearbyen, gdybyś mógł?

Nieco bardziej kontrolowałbym turystykę. Zwłaszcza letnią turystykę statków wycieczkowych. Nie ma ona sensu, kiedy nagle cztery tysiące osób wysiadają z wycieczkowca. Przebywają w mieście tylko przez trzy lub cztery godziny. Być może coś kupią, ale nie ma to znaczenia. Nie sądzę, aby było to ważne dla mieszkańców. Bardziej denerwujące są pełne ulice.

Słyszałeś o turystyce ostatniej szansy? To sytuacja, w której ludzie chcą przyjechać na przykład na Svalbard, ponieważ chcą zobaczyć lodowce, jaskinie lodowe, delikatną przyrodę, coś, co prawdopodobnie zniknie. Uważasz, że to turystyka ostatniej szansy powinna zniknąć?

Nie, to dobrze, że ludzie przyjeżdżają, by zobaczyć, co się dzieje. Ważne, by wiedzieli o skutkach zmian klimatycznych. Oczywiście, prawdopodobnie trzeba przyjechać kilka razy.

W dogyardach psy są dobrze zaopiekowane. Ważne, aby ludzie o tym wiedzieli.

Co chciałby powiedzieć nam Idefix? Byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli z nim porozmawiać o jego życiu na Svalbardzie i o tym, jak teraz wygląda jego życie z wami

Zanim go adoptowaliśmy, mieszkał w dogyardzie i nie znał nic innego. Tak wyglądało jego życie. Myślę, że był tam w zasadzie szczęśliwy, ponieważ nie znał niczego innego. W dogyardach psy są dobrze zaopiekowane. Ważne, aby ludzie o tym wiedzieli. Wiele osób zjawiających się dogyardach myśli, że są one okropne. Tak naprawdę bardzo dobrze opiekują się ty psami. Są zdrowe. Jeśli mają problemy, są leczone. Ważne, by to zrozumieć. Co innego, jeśli psy są uwiązane na łańcuchach w błocie. To zupełnie inna sytuacja. Myślę, że Idefix jest z nami szczęśliwy. Od pierwszego dnia był bardzo zadowolony, że może przebywać w domu. Może powiedziałby, że psy pracujące w dogyardach zasługują na to, co najlepsze.

Wszystkie emerytowane psy znajdują nowe domy po zakończeniu pracy?

Mam nadzieję. Zawsze starają się znaleźć dla nich domy. Oczywiście zatrzymują psy, które nie biegają już zbyt wiele. Zatrzymują je na tak długo, jak tylko mogą.

Jest taka osoba lub artysta, którego prace naprawdę do ciebie przemawiają? Myślę, że wszyscy ci artyści tworzą bardzo piękne prace.

Z niektórymi z nich nie mamy zbyt wielu kontaktów, ponieważ są na przykład pisarzami. Siedzą w swoich pokojach, piszą i cieszą się atmosferą. Trudno zapamiętać wszystkich siedemdziesięciu artystów. Jednym z ostatnich był Jozef Koda pochodzacy z Australii, ale mieszkający w Dubaju. Tworzy mechaniczne lalki, w których może zmieścić się człowiek. Ma już plan na przyszły rok. Planuje stworzyć lalkę niedźwiedzia polarnego naturalnej wielkości. Szkice, które pokazał, były niesamowite. Nie mogę się doczekać. Doceniam wszystkich artystów.

Biżuteria Donido Art wykonana przez Niko Saikkonena

Prowadzenie galerii wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Masz realny wpływ na społeczność Longyearbyen. Jak angażujesz się w życie społeczności?

Nie wiem, jak duży wpływ wywarliśmy, ale kiedy przejęliśmy Centrum Artystyczne, chcieliśmy zrobić tu coś więcej. Chcieliśmy zapewnić ludziom więcej możliwości spędzania czasu poza tym, co jest dostępne w mieście. Zorganizowaliśmy na przykłąd jarmark bożonarodzeniowy, a w przyszłym roku odbędą się koncerty i wystawy z udziałem lokalnych artystów. To sposób na wnoszenie wkładu w życie społeczności. Mają oni wybór i głos.

Mógłbyś opowiedzieć mi więcej o tym, co już się tutaj wydarzyło? Macie jarmark bożonarodzeniowy i kilka wystaw. Jedna z nich jest poświęcona stacji polarnej Kaffiøyra.

Tak, między innymi mieliśmy wystawę Kaffiøyra. Sukcesem okazał się pchli targ. Organizowaliśmy różne lekcje tańca. Warsztaty z tworzenia rękodzieła z poroża renifera.

Wystawa z okazji 50-lecia Stacji Polarnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w galerii w Nybyen na Svalbardzie.

Próbowałeś tańca?

Nie, oczywiście organizujemy głównie wystawy sztuki. Mamy też wystawę poświęconą odpadom morskim. Odbyło się również kilka wieczorów filmowych.

Poroże renifera svalbardzkiego zaplątane w sieć rybacką. eksponat wystawy o śmieciach morskich w galerii w Nybyen w Longyearbyen

Wczoraj widziałam, że naprawdę macie tu kino.

Tak, jest małe, ale bardzo przytulne. W zeszłym roku zaplanowaliśmy imprezę wigilijną dla samotnych osób i planujemy ją powtórzyć w tym roku. Jeśli nie mają innych planów, mogą tu przyjść i odpocząć. Nie jest to tradycyjne święto Bożego Narodzenia, ale dla nich to wyjątkowy wieczór. Organizujemy tu również małe konferencje naukowe. Oczywiście jest też centrum rzemiosła. Obecnie jest otwarte tylko raz w tygodniu, ale w sezonie częściej. Turyści mogą przychodzić i rozmawiać z artystami lub nabyć nasze produkty. Znajduje się na parterze, gdzie jest też nasze studio, a gdzie ludzie wykonują swoje prace i sprzedają swoje produkty. Wystawy są otwarte dla turystów i wszystkich, którzy chcą tu przyjść.

Co sądzisz o nocy polarnej?

Kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy, właśnie zaczynała się noc polarna. Wtedy mi nie przeszkadzała. Teraz nie lubię już nocy polarnej. Jest jakoś… powiedziałbym, że jest nudna. Zawsze jest ciemno i nic nie widać. Oczywiście powoduje też większe zmęczenie.

Odczuwasz ją fizycznie?

W ciemnym sezonie kreatywność jest nieco mniejsza. W jakiś sposób ma ona na nas wpływ. Ludzie potrzebują światła słonecznego, nawet fizycznie. Kiedy długo go nie ma, zaczyna to na człowieka wpływać.

Uważasz, że wpływa na twoją sztukę?

Nie, może działam trochę wolniej. Trudniej jest mi wymyślać nowe pomysły.

A jest ich wiele. Zawsze pojawia się coś nowego. Skąd je bierzesz?

One po prostu do nas przychodzą.

Inspirujsz się Arktyką?

Tak, w niektórych z nich. Niektóre z rzeczy, które sprzedajemy to pamiątki z rysunkami Svalbardu lub niedźwiedziami polarnymi. Inne są bardziej artystyczne i inspirowane Svalbardem. Widziałaś niebiesko-białe kolczyki? Są inspirowane zdjęciami satelitarnymi.

Mógłbyś opowiedzieć mi więcej o tej konkretnej biżuterii?

Tak, jest zupełnie nowa. Do barwienia kolczyków używamy węgla z Svalbardu i proszku z poroża renifera. Otrzymujemy go podczas cięcia poroża.

Wiele dyskutowano na temat tego, co naprawdę się wydarzyło. Była sławną niedźwiedzicą, a potem tragicznie zginęła.

Widziałam świece Frost.

To historia niedźwiedzicy polarnej Frost. Została zabita dwa lata temu. Wiele dyskutowano na temat tego, co naprawdę się wydarzyło. Była sławną niedźwiedzicą, a potem tragicznie zginęła. Jak zapewne zauważyłeś, mamy też małe palety, przypominające podkładki. One również mają swoją historię. Nie są tylko miniaturowymi paletami. Za nimi kryje się historia firm, które działały na Svalbardzie.

Tak.

Staramy się włączać historie do wszystkiego, co robimy. Nie ograniczamy się tylko do produkcji świec. Myślę, że to ważne, ponieważ dzięki temu, to nie tylko przedmioty. Nadaje im to wartość. To samo dotyczy galerii.

Jakie wartości są dla ciebie kluczowe przy wyborze artystów i wystaw?

Cały czas otrzymujemy zgłoszenia, jednak jesteśmy elastyczni w procesie selekcji. Jedynym wymogiem jest to, aby artyści przedstawili dzieła lub projekty powiązane ze Svalbardem lub Arktyką. Mogą na przykład malować tutejsze góry. To bardzo prosty wymóg. Nie pamiętam, żebym kogoś odrzucił.

To było moje następne pytanie.

Nie pamiętam, żebym kogoś odrzucił. Może jednego lub dwóch.

Nasi artyści czerpią inspirację z atmosfery panującej w Nybyen. Jest zupełnie inna niż w mieście. W mieście jest dużo świateł, ruchu i hałasu. Tutaj jest cicho i spokojnie.

Dlaczego uważasz, że Nybyen jest ważne?

Nybyen ma wiele aspektów. Jest historyczne. Bardzo historyczne. To ostatnie zachowane miasto górnicze w Norwegii. Wygląda prawie tak samo jak dawniej. Budynki są takie same. Jeśli spojrzysz na stare zdjęcie ulicy, nie zauważysz dużej różnicy. Jest też aspekt biznesowy. Działa tu kilka firm. Na przykład Gjestehuset 102. Jest tańszy niż inne hotele w okolicy, które są bardzo drogie. A potem jest nasza część. Nasi artyści czerpią inspirację z atmosfery panującej w Nybyen. Jest zupełnie inna niż w mieście. W mieście jest dużo świateł, ruchu i hałasu. Tutaj jest cicho i spokojnie. To bardzo ważne dla naszych artystów, dlatego wielu z nich wraca. Gdyby rezydentura artystyczna odbywała się w mieście, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

Jakie są wasze plany na przyszłość? Słyszałam coś o Polsce.

Mamy tam dom. Zawsze chętnie jeżdżę do Polski na wakacje i bardzo ja lubię. Odkąd poznałem Domi, byłem w Finlandii na kilka dni, trzy lub cztery razy. Przeważnie jesteśmy w Polsce lub tutaj. Nie tęsknię za Finlandią aż tak bardzo, ale co do Svalbardu. Mamy umowę z Centrum Artystycznym do końca maja 2027 roku, więc planujemy zostać tu przynajmniej do tego czasu. Obecnie nie planujemy przedłużać umowy. Nie będziemy już prowadzić tego miejsca. Jednak nasza firma Donido Art radzi sobie bardzo dobrze, częściowo dlatego, że pochodzi ze Svalbardu. Większość materiałów pochodzi właśnie stąd. Chcemy jednak spędzać tu mniej czasu. Po wygaśnięciu umowy prawdopodobnie będziemy znacznie rzadziej odwiedzać Svalbard. Musimy jednak pomyśleć o tym, jak kontynuować działalność Donido Art. Nawiasem mówiąc, wkrótce uruchomimy nową stronę internetową ze sklepem online, donido.art.

Dlatego, że potrzebujesz więcej światła?

Nie wyobrażam sobie życia na Svalbardzie przez dwadzieścia lat. Może chciałbym pojechać do Hiszpanii. Może chciałbym zrobić rezydenturę artystyczną w Hiszpanii.

A co z prowadzeniem galerii lub byciem prawdziwym artystą?

Nie wiem. To tylko jedna z wielu możliwości. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Może kupimy dom w Hiszpanii i stworzymy mały program rezydencji artystycznej. Jeden pokój dla jednego artysty. Albo zaczniemy robić coś podobnego z Donido Art, ale w Hiszpanii. To trudne pytanie. W każdym razie chodzi o to, żebyśmy spędzali mniej czasu na Svalbardzie. W końcu nas tu nie będzie.

Wolisz psy od ludzi?

Tak, oczywiście! Czasami na Facebooku pojawiają się zabawne rzeczy. Na przykład jest zdjęcie ludzi i trzeba wybrać, dla kogo zaryzykowałbyś życie w pierwszej kolejności. Oni toną. Nie zaryzykowałbym życia dla mojego psa. Tak, wolę psy od ludzi.

Co to za światło?

Kopalnia 2B. Wejście do kopalni.

Oczywiście, Święty Mikołaj.

Ale Święty Mikołaj tam nie mieszka. To tylko jego mała placówka. Mieszka on w Finlandii.

Jesteś tego pewien?

Tak.

„We won’t be here anymore”. Niko Saikkonen on art as a way of expressing Svalbard

The Lars and Longyear glaciers guard the silence that reigns in Nybyen. On that day, it was disturbed by a storm. The wind slipped between the nooks and crannies of the valley. It whistled ominously through the gaps between the buildings lining Route 100. Were they built to the accompaniment of an equally gloomy murmur? They are old friends. The barracks, built in 1946, served the miners working in the 2B mine, overlooking the settlement from the slope of Gruvefjellet mountain. The mine is now a cultural heritage site, and for the children of Longyearbyen, it is Julenissegruva, or the place where Santa Claus lives. The buildings have been converted into accommodation for visitors, but they once shaped the space for a growing community. Among other things, there was a carpentry workshop, a canteen for workers, baths, and a shop, which today, as a gallery and art center, welcomes visitors with a small blue sign with white lettering reading Spitsbergen Kunstnersenter hanging above the wooden stairs.

The red facade of the gallery, covered in snow, proudly resisted the gusts. During the storm, the houses in Longyearbyen sway to the rhythm of an ancient melody, reminding us who rules here. I didn’t go inside, but I didn’t go any further either. The growing imbalance on the way back stimulated my imagination, which unconsciously put my body into a rhythmic jog. The peaks towering above me, the ice crunching under my feet, the vast spaces overflowing with the blackness of the polar night became unbearable. My thoughts were tormenting me. The darkest scenarios played out in my head. Avalanches, polar bears, ghosts emerging from the shafts of old mines appeared on a short section of road number 100. Snow falling into my eyes, nose, and mouth made it difficult to quickly escape from the worsening situation. The intensifying wind sounded like a threat. The sounds piercing my ears were like those coming through the window of a speeding train. The subsiding wind blew gently, like a lover caressing my ears with the air blown from his mouth. The snow floating in the crystal-clear air sounded like spruce crackling in a fireplace.

I returned to the gallery that same day. The heads of a polar bear, a white fox, a walrus, and a ptarmigan gazed down from the antlers of a Svalbard reindeer. Next to them were scissors, a stapler, glue, and string. If it weren’t for the polar night and the storm that had accompanied it for the last few days, the landscape outside the window would have mirrored the photos hanging in the room. Snow-covered Svalbard peaks, cracking ice, and polar foxes. The studio seemed small, but it was tightly filled with something else entirely. Ideas already formed and transferred onto material were displayed in showcases in the middle of the gallery, filled with the characteristic smell of soap. It is difficult to mistake it for anything else. Whenever I visit the man whose hands create handicrafts, I find him bent over what currently occupies not only his hands but also his head. Each time, my gaze passes through the narrow passage in the window, and only then through the door. Words do not flow from his mouth unnecessarily. When asked if he likes dogs more than people, he answers affirmatively without hesitation. When Niko Saikkonen arrived in Svalbard, the polar night was just falling. Every object created by his hands tells the story of Svalbard, the community living here, and the wild animals inhabiting the archipelago. We talk about Svalbard speaking through art, running a gallery in Longyearbyen, and Idefix, whom he adopted together with his wife Dominika Saikkonen-Dąbrowska.

Niko what does home mean to you?

Home is where the heart is. It’s where you are. Now Svalbard is my home, but when we go to Poland, home is there. So home goes with us all the time.

You came from Finland, what was your life before Svalbard?

Before Svalbard I basically lived my hole life in Finland until 2019, when I went to work in North Cape, Norway and met Domi there. After that we spent a few years in Norway and Poland. That was during the COVID time. Then we came to Svalbard in 2021.

What were you doing in Finland and then at the North Cape?

I was a graphic designer in Finland for 20 years. Then I changed my occupations. I became a cook and a chef. I worked in Finland for a few years, and then I went to the North Cape to work as a chef at a tourist center.

Did you already have Donido Art when you came to Svalbard, or did you start it later?

I think we came up with the name earlier because Domi and I were working in Kirkenes at the Snow Hotel. There, we started doing small projects, which slowly grew. I don’t remember exactly when we came up with the name, but it was probably already there. Then, we seriously started doing it here and made the company for that.

What was the first thing you made? Do you remember?

Very simple necklaces and maybe earrings.

Kolczyki z niedźwiedziem polarnym wykonane przez Niko Saikkonena z Donido Art

Yesterday, I took a closer look at your drawings on magnets. These drawings are of animals on reindeer antlers. I wondered when you discovered talent because they are very realistic and beautiful.

Thank you. I have always loved drawing since I was a kid. It has always been that way.

In the Artist Center you connect artists from all over the world. Is it important to express Svalbard through art?

Art is one way to show Svalbard. Here, you meet many of these artists and see how Svalbard affects their art. It’s good for Svalbard, because they bring this experience with them wherever they go. They share this place with their homes and with the world. Talking about art and change, I think there’s a lot of change here.

What would you change about Longyearbyen if you could?

I would control the tourism a little bit more. Especially the summer boat tourism. It doesn’t make sense when 4,000 people suddenly disembark from a boat. They’re in town for only three or four hours. Maybe they buy something, but it’s not important. I don’t think it’s important to the people here. It’s more annoying when the streets are full.

Wycieczkowiec stojący w porcie Longyearbyen na Svalbardzie

Have you heard of last chance tourism? It’s when people want to go for exaple to Svalbard because they want to see glaciers, ice caves, fragile nature, something that will probably disappear. Do you think last chance tourism should disappear?

No, it’s good that people are coming to see what’s happening. It’s important for people to know about the effects of climate change. Of course, you probably need to come here a few times.

What do you think Idefix would like to say? It would be great if we could talk to him about his life on Svalbard and his life with you guys right now.

Before we adopted him, he lived at the dogyard and didn’t know any better. That was his life. I think he was basically happy there because he didn’t know any different. The dogyard takes good care of the dogs. It’s important for people to know that. Many people who come to see the dogs at the dogard think it’s terrible. They are actually taking very good care of the dogs. The dogs are healthy. If they have problems, they are treated. It’s important to understand that. It’s different when the dogs are on chains in the mud. That’s a different situation. I think Idefix is happy with us. Since day one he was very happy to be inside. Mayby he would say those dogs working in the dogyards deserve the best.

Do all retired dogs find another home after leaving work?

Hopefully. They are always trying to find homes for them. Of course, they keep the dogs that don’t run much anymore. They keep the dogs for as long as they can.

Is there one person or artist whose work really speaks to you? I think all of those artists have very nice work.

We don’t have much of a connection with some of them because they’re for exemple writers. They just sit in their rooms writing and enjoying the atmosphere. It’s hard to remember all 70 artists. One of the most recent ones was Josef Koda, he’s from Australia but lives in Dubai. He makes mechanical puppets that a person can fit inside. He has a plan for next year. He is planning to make a life-sized polar bear puppet. The sketches he showed were amazing. I am looking forward to it. I appreciate all the artists.

Biżuteria Donido Art wykonana przez Niko Saikkonena

Running a gallery comes with a lot of responsibility. You have a real impact on the community here in Longyearbyen. How do you engage with the community?

I don’t know how much of an effect we’ve had, but when we took over this art center, we wanted to start doing more here. We wanted to provide more options for people to do things other than what is available in town. For example, we had a Christmas market, and next year, we will have concerts and exhibitions featuring local artists. It’s a way to contribute to the community. They have options and a voice.

Could you tell me more about things that have already happened here? You have the Jule marked and and few exhibitions. One of them is about the polar station Kaffiøyra.

Yes, amongst many other, we had the Kaffiøyra exhibition. Second hand market was a succes. We had some different dance lessons. Workshops with crafting antlers.

Wystawa z okazji 50-lecia Stacji Polarnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w galerii w Nybyen na Svalbardzie.

Have you tried dance lessons?

No, and of course, we mainly have art exhibitions. We also have a marine litter exhibition. We have also held some movie nights.

Poroże renifera svalbardzkiego zaplątane w sieć rybacką. eksponat wystawy o śmieciach morskich w galerii w Nybyen w Longyearbyen

Yesterday I saw that you really have a cinema here.

Yes, it’s small, but very cozy. Last year, we planned this Christmas Eve event for lonely people, and we’re planning to do it again this year. If they don’t have any other plans, they can come here and relax. It’s not a traditional Christmas celebration, but it’s a special evening for people. We also have small scientific conferences here. Of course, there’s also the craft center. Currently, it’s open only once per week, but during the season, it’s open more often. Tourists can come in. They can speak with the artists or buy our products. It’s downstairs where our studio is, and people do their own work and sell their own products. All of our exhibitions are open to tourists and anyone who wants to come.

What do you think about the polar night?

The first time I came here, the polar night had just started. That season was okay. I don’t like the polar night so much anymore. It’s somehow… I would say it’s kind of boring. It’s always dark, and you can’t see anything. Of course, it probably makes you a bit more tired, too.

Do you feel something physically?

Creativity is a little less during the dark season. It somehow affects us. People need sunlight, even physically, you need it. When you don’t have that for a long time, it starts to affect you.

Do you think it affects your art?

No, I’m just a little slower. It’s harder to come up with new ideas now.

There are a lot of ideas. There’s always something new. Where do you get these?

They just come to us.

Are you inspired by the Arctic?

Yeah, some of them. Some of the things we sell are more like souvenirs. Of course, they have Svalbard or a polar bear drawn on them. Some of them are more artistic and inspired by Svalbard. Did you see the blue and white earrings? They’re inspired by satellite pictures.

Could you tell me more about this particular piece of jewelry?

Yes, it’s quite new. To color the earrings, we use coal from Svalbard. We also use reindeer antler powder. We get this powder when we cut the antlers.

I saw Frost candles.

This is the story of the polar bear Frost. She was killed two years ago. After that, there were a lot of talks about what really happened. She was a famous bear, and then she died tragically. Then, as you may have noticed, we have those small pallets, like coasters. They have a story, too. They’re not just miniature pallets. There is a story behind the different companies that were in Svalbard.

Yes.

We try to incorporate some kind of story into everything. We don’t just make a candle and call it a day. I think this is important because then it’s not just an object. It gives it value. The same goes for the gallery.

What values are key for you when choosing an artist and exhibition here?

We have applications all the time. However, we are flexible in this selection process. The only requirement is that they have art or a project related to Svalbard or the Arctic. For example, they could paint the mountains here. It’s a very simple requirement. I don’t remember rejecting anyone.

That was my next question.

I don’t remember rejecting any. Maybe one or two.

Why do you think Nybyen is important?

Nybyen has many aspects. It’s historical. It’s very historical. It’s the last surviving mining town in Norway. It’s almost exactly as it was before. The buildings are the same. If you see an old picture of the street, you won’t notice much difference. Then there’s the business aspect. There are some businesses here. For example Gjestehuset 102. It’s cheaper than the other hotels here that are super expensive. Then, in our part. Our artists are inspired by the atmosphere in Nybyen. It’s totally different than in the city. In the city, there are a lot of lights and traffic and noises. Here, it’s quiet and calm. This is very important for our artists, that’s why many of them come back. If this artist residency were in town, I think it would be a totally different situation.

What are your future plans? I’ve heard something about Poland.

We have a house there. I’m always happy to go there for the holidays, and I really like Poland. Since I met Domi, I’ve been to Finland three or four times for a few days. Mostly, we are in Poland or here. I don’t miss Finland that much, but, regarding Svalbard. We have a contract with an Artist Center until the end of May 2027, so our plan is to stay here at least until that. Currently, we are not planning to renew the contract. We will no longer be running this place. However, our Donido Art is doing very well, partly because it’s from Svalbard. Most of the materials are from Svalbard. However, we want to spend less time here. After this contract, we will probably spend much less time on Svalbard. However, we need to think about how to continue with our Donido Art items. By the way, we are soon opening our new website with online store, donido.art.

This is because you need more light?

I don’t see myself living here for 20 years. Maybe I would like to go to Spain. Maybe I would like to do an artist residency in Spain.

But what about running a gallery or being a true artist?

I don’t know. It’s just one idea among many. We never know what will happen. Maybe we can buy a house in Spain too and create a small artist residency program. One room for one artist. Or, we could start doing similar things with Donido Art stuff in Spain. It’s a big question. In any case, the idea is that we will reduce the time we spend in Svalbard. Eventually, we won’t be here anymore.

Do you like dogs better than people?

Yes, of course! Sometimes funny things appear on Facebook. For example, there’s a picture of people, and you have to choose who you would risk your life for first. They’re drowning. I wouldn’t risk my dog first. Yeah, I like dogs more than people.

zielona zorza polarna w longyearbyen na tle góry na której widnieje szyb do kopalni 2b

What’s that light over there?

Mine 2B. It’s the entrance to the mine.

Of course, Santa Claus.

But Santa Claus doesn’t live there. It’s just his small outpost. He lives in Finland.

Are you sure?

Yes.

CZYTAJ DALEJ

1 komentarz

  1. Gosiu, pięknie malujesz słowem!
    Niko jest inny, choć wiem, że ma duszę poety.
    Jest tam jak drzewo, na Svalbardzie nie ma drzew od milionów lat.
    Zastępują je ludzie, niektórzy. Wśród nich właśnie Niko!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *