„Śmierć jest w każdym sęku tych zszarzałych desek”. Tajemnicza historia Szwedzkiego Domu

Szwedzki dom na Svalbardzie

Na Kapp Thordsen w Isfjorden stoi odizolowany dom, zbudowany przez Szwedów. Usytuowany u podnóża góry, mimowolnie budzi lęk. „Drzwi są dwuskrzydłowe, a po ich otwarciu wznieca się tuman lodowatego kurzu. Nie bardzo chce się wchodzić do środka, bo śmierć jest w każdym sęku tych zszarzałych desek”1. Zimą 1872–1873 w Szwedzkiej Chacie rozgrywa się zagadkowa tragedia. W tajemniczych okolicznościach ginie 17 zimujących w niej mężczyzn.

Historia budowy Szwedzkiego Domu

Svenskhuset miał być pierwszym domem z wielu, które planowano tu postawić. Wybudowano go w 1872 roku z inicjatywy Adolfa Erika Nordenskiölda. Geolog, mineralog i badacz polarny chciał rozpocząć na większą skalę wydobycie złóż koprolitu, które zostały odkryte na tym terenie podczas jego ekspedycji w 1864 roku. Eksploatacja skamieniałości miała być – obok myślistwa – głównym zajęciem osiedlonych tu ludzi. Pomysł stworzenia osady nie został jednak zrealizowany. Pierwsi mieszkańcy Szwedzkiej Chaty wyjechali, zostawiając w środku broń, węgiel na opał, a także zapas żywności.

Jesienią 1872 roku statek myśliwych, polujących na foki, utknął przy Gråhuken na północnym Svalbardzie. Załogę Norwegów uratowali członkowie ekspedycji Nordenskiölda, jednak z powodu braku wystarczającej ilości miejsca zdecydowano, że część z nich uda się do Svenskhuset. Wybrano 17 mężczyzn bez rodzin, którzy w ciągu tygodnia dotarli do Szwedzkiego Domu.

Był październik, idealny okres na polowania, ale po tak długiej drodze polować nikomu się nie chciało. Jedzenia mieli pod dostatkiem, a pogoda też nie sprzyjała wyjściom w teren. Spadł śnieg, wiało, a temperatura spadła do minus szesnastu stopni. Mężczyźni pochodzili głównie z ubogich rodzin z północnej Norwegii, byli więc przyzwyczajeni do życia w zimnie i ciemnościach.

Ilona Wiśniewska, „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”

Latem, gdy norweski statek, dowodzony przez Fritza Macka z Tromsø, wyruszył po 17 zimujących na Spitsbergenie mężczyzn, dokonano makabrycznego odkrycia.

Szwedzki dom na Svalbardzie

Szwedzki dom: co się w nim wydarzyło?

Najpierw myśliwych z Tromsø przywitała złowroga cisza. Zarówno wokół domu, jak i w nim, nie było żadnych oznak życia. Norwegów zaciekawiło jednak wzniesienie przykryte brezentem. Pod tkaniną znaleźli 5 ciał, a na drzwiach Svenskhuset, które były zamknięte od środka, zauważyli znak z ostrzeżeniem, by nie wchodzić do wewnątrz. Przez okno dostrzegli pozostałych martwych mężczyzn. Zmarli byli rozrzuceni na krzesłach, łóżkach i na podłodze. Wokół nich znajdowały się resztki puszek z jedzeniem.

Zszokowana makabrycznym odkryciem ekipa Fritza Macka pochowała 15 ciał we wspólnym grobie, zakopując zmarłych razem z ich łóżkami i pościelą. Kiedy w 2008 roku Tora Hultgreen, archeolożka i dyrektorka Svalbard Museum, dokopała się do zbiorowej mogiły, okazało się, że ciała, ze względu na wieczną zmarzlinę, nie uległy rozkładowi. W tej sytuacji pobranie próbek wydawało się niemożliwe, a może nawet nieetyczne. Naukowcy dotarli jednak również do dwóch pozostałych ciał, które znajdowały się w pierwszym grobie, wykopanym na samym początku tragedii jeszcze przez współlokatorów ze Szwedzkiego Domu. Szkielety tym razem umożliwiły badaczom znalezienie odpowiedzi na to, co tak naprawdę wydarzyło się tutaj zimą 1873 roku.

Początkowo hipotezy były różne. Wśród nich najpopularniejszą była ta, że 17 Norwegów zabił szkorbut, choroba wywołana niedoborem kwasu askorbinowego w pożywieniu. Kości znalezione przez archeologów nie były jednak czarne, więc to wyjaśnienie wykluczono.

Mężczyźni nie umarli także z wyziębienia, ani głodu, ponieważ zimowali w jednym z najlepiej wyposażonych domów w tej części świata. Z dziennika prowadzonego w tamtym czasie przez Carla Albrigstena, jednego z norweskich myśliwych i mieszkańca Svenskhuset, wynika, że pierwszy z jego kolegów zachorował na początku grudnia. W połowie miesiąca pojawia się wzmianka o drugim chorym, a do Wigilii chorują już niemal wszyscy.

19 stycznia umierają dwaj pierwsi najciężej chorzy Norwegowie. Koledzy, którzy mają więcej siły, chowają zmarłych w wykopanym przez siebie dole i przysypują go ziemią. Od tej pory co kilka dni umierają kolejni chorzy. W połowie marca ich los dzieli również 26-letni Albrigsten, a zapiski w jego dzienniku od tej pory prowadzi ktoś inny.

Mężczyźni nie mają sił, by chować kolejne ciała, dlatego martwych wynoszą przed dom i przykrywają brezentem. Kiedy i na to są już za słabi, ciała zostają przenoszone do sąsiedniego pokoju. Na początku kwietnia przy życiu zostaje już zaledwie trzech myśliwych. Dwóch umiera w swoich łóżkach, a trzeci na skrzyni znajdującej się koło pieca.

Szwedzki dom: przyczyna śmierci mężczyzn

Przyczynę śmierci 17 mężczyzn próbowali ustalić w 2007 roku lekarz Ulf Aasebø i historyk Kjell Kjær. Badacze wystąpili o pozwolenie na otwarcie grobów ofiar, ale początkowo ich wniosek został odrzucony przez Norweską Dyrekcję ds. Dziedzictwa Kulturowego. Zgodę udało się otrzymać w lipcu 2008 roku i to właśnie wtedy ostatecznie potwierdzono, że przyczyną zgonów nie był szkorbut.

Naukowcy zaczęli podejrzewać, że młodzi, zdrowi i silni mężczyźni zmarli z powodu zatrucia ołowiem. W XIX wieku uszczelniacz do puszek z żywnością składał się nawet w pięćdziesięciu procentach z ołowiu, a te, podgrzewane wielokrotnie ze względu na swoją kilkukilogramową zawartość, stawały się coraz bardziej skażone. Próbki pobrane z kości zmarłych potwierdziły teorię o zatruciu. Co więcej, puszki z jedzeniem miały w środku „tyle ołowiu, że wisiał jak sopelki wewnątrz nich”2.

Skromna drewniana konstrukcja na odległym Svalbardzie stała się świadkiem ogromnej tragedii i już na zawsze zapisze się w historii Spitsbergenu. Dziś Svenskhuset, znajdując się pod opieką Sysselmana i będąc częścią Parku Narodowego Isfjorden, utrwala pamięć o tych, którym nigdy nie udało się powrócić z zimowania.

1 Ilona Wiśniewska, „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”.
2 Ida Torp Halvorsen „Arctic mystery resolved after 135 years”.

Kontynuuj podróż:
„Łatwo tu zapomnieć, że świat jest gdzie indziej”. Recenzja książki „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”

„To kruche środowisko, więc ważne, by o nie dbać”. Khristin Aina Galang Grana i Angie Bardoquillo o życiu na Svalbardzie
Głos płynący na Spitsbergen. Rozmowa z Zofią Bunsch-Makarewicz

Zdjęcia: Małgorzata Rosiak

CZYTAJ DALEJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *